,  

Anna Nowak-Ibisz o rozwodzie z Krzysztofem

 Rozwód z Krzysztofem Ibiszem był dla niej koszmarem. Do dziś nie potrafi żyć na nowo.


Anna Nowa-Ibisz prze wiele lat pracowała w Niemczech w tamtejszym serialu. Gdy wracała do Polski czekał na nią tylko rozwód. Do Polski wróciła na stałe, gdyż nie chciała wychowywać syna za granicami. Rozwód na tyle ją pognębił, że do dziś nie potrafi walczyć o jakiekolwiek role filmowe.  Po długiej przerwie pracy w telewizji zagra u boku Anny Przybylskiej w jednej z produkcji TVN Klub szalonych dziewic.

Anna Nowak -Ibisz udzieliła wywiadu dla Faktu.

eFakt:Kogo pani zagra w serialu „Klub szalonych dziewic”?

A.Nowak-Ibisz: Gram wieloletnią przyjaciółkę czterech głównych bohaterek. Jest ona artystyczną duszą, prowadzi knajpę, w której odbywają się wernisaże. Dziewczyny wpadają tam, gdy chcą coś przekąsić i napić się dobrego wina. Może nie jest to główna postać, ale istotna. To ona urządza przyjęcia i imprezy, więc jednoczy całe towarzystwo.

Ef: Jak się pani pracuje w kraju?

A.N-I: Stęskniłam się za pracą w Polsce. Bardzo się cieszę, że mogę grać w kraju z polskimi doskonałymi aktorkami. Nie mówiąc już o komforcie pracy. Nauczenie się tekstu po polsku zajmuje mi dosłownie kilka sekund.

Nie żałuje pani, że po 18 latach rzuciła pracę w Niemczech. Przecież
pracując w serialu „Lindenstrasse", miała pani pewną pozycję i gwarancję dobrych
zarobków na europejskim poziomie. W Polsce pani kariera jest
niepewna.

Moja decyzja była związana przede wszystkim z faktem, że
zostałam mamą. Gdy wyjeżdżałam na plan, rozstania z dzieckiem były bardzo
trudne. Zdjęcia były kręcone w Kolonii. Często musiałam przyjeżdżać tylko po to,
by nakręcić jedną scenę. Dzień przed planem zdjęciowym wsiadałam w samolot, a po
nagraniu czekałam do następnego dnia na powrotny lot. Jak byłam sama, mogłam żyć
na walizkach, ale kiedy urodził się Vincent, to przestało mieć sens. Oczywiście,
gdy podejmowałam decyzję o odejściu z „Lindenstrasse", moja sytuacja życiowa
była inna. Byłam w związku, miałam poczucie bezpieczeństwa i stwierdziłam, że
mogę sobie pozwolić na chwilę oddechu. Zresztą taką decyzję podjęliśmy wspólnie
z mężem.

Czy po rozwodzie nie pomyślała pani, że pospieszyła się z tą
decyzją?

Absolutnie nie. Po rozwodzie tym bardziej musiałabym
zrezygnować z pracy w Niemczech. Inaczej moje dziecko wychowywałaby niania. A ja
byłabym taką mamą gościem, która wpada od czasu do czasu, chwilę się pobawi i
znów znika. Sama wychowałam się bez mamy, więc nie mogłam tego zrobić swojemu
dziecku. Szczególnie teraz. On ma za sobą bardzo traumatyczne przeżycie.
Rozstanie rodziców jest dla dziecka potężnym ciosem. Wszyscy wiemy, że dzieci w
takiej sytuacji obwiniają w pierwszej kolejności siebie. Widzę, jak głęboko to
przeżywa. To jest dla niego świeżuteńka sprawa. I dlatego staram się go wspierać
jak tylko mogę.


Ale może pani zawsze liczyć na pomoc byłego męża.

Mój
były mąż bardzo dużo pracuje. Jego pomoc jest więc ograniczona przez
zobowiązania zawodowe. A ich jest bardzo dużo. Tak naprawdę stałym punktem w
życiu mojego dziecka jestem ja.

❚ Czy udało się już pani ułożyć życie na
nowo?

Rozwód jest jednym z najboleśniejszych wydarzeń w życiu człowieka. Większym stresem
jest tylko śmierć bliskiej osoby. I ja na pewno potrzebuję czasu, żeby sobie z
tym poradzić. Nie zaliczam się do osób, które mogą z uśmiechem powiedzieć:
rozwiodłam się i teraz rozpoczynam nowe, wspaniałe życie. Dla mnie rozwód był
traumą. Staram się jednak pomaleńku, małymi kroczkami, stawać na nogi. Myślę, że
aby spojrzeć na to, co się stało, z dystansem, potrzebuję jeszcze co najmniej
roku.


❚ Ale ma pani kogo kochać. Ma pani
wspaniałego syna.

To prawda. Synowi muszę teraz dać przede wszystkim
czas. Nie można zaniedbać dziecka i tłumaczyć mu po latach, że potrzebny był
jeszcze bardziej luksusowy samochód i wakacje w tropikach. Dziecko ma to gdzieś.
Dla niego liczy się codzienność – miłość i troska, których może doświadczać
każdego dnia. Wtedy tworzy się prawdziwa więź.

❚ Jak widzi pani swoją przyszłość?

Razem z synem
przeszliśmy życiowe trzęsienie ziemi. Mam jednak nadzieję, że z czasem będę
coraz więcej grała. Kocham swój zawód, praca na planie daje mi wiele radości.
Chcę teraz pracować w Polsce. No, chyba że zadzwoniłby Pedro Almódovar, wtedy
zabrałabym syna, nianię i pognała do Hiszpanii lub gdziekolwiek by sobie życzył.
(śmiech).

yczymy powodzenia.

VN:F [1.9.20_1166]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.20_1166]
Rating: 0 (from 0 votes)

You must be logged in to post a comment.